Siódma Góra

L.Frank Baum „Czarnoksiężnik ze Szmaragdowego Grodu”

Bohaterowie chcą wracać

Dorotka, miła dziewczynka, żyje w Kansas  z ponurym wujkiem i smętną ciocią. Dom – taki sobie dom, sprzed którego można oglądać posępny raczej krajobraz i trwożnie wyglądać zagrożenia – silnego wiatru zdolnego zniszczyć wszystko, co z trudem się dzień  w dzień wypracowuje. Przed huraganem trzeba się chować do schronu wykopanego pod podłogą. Ciocia i wujek Dorotki nigdy się nie śmieją, bo życie tutaj nie jest wesołe. Jednak jest to ich miejsce – miejsce wujostwa  i miejsce Dorotki. Jakoś się to dziecko tu chowa. Bawi się z pieskiem – Toto.

Kiedy oszałamiający huragan zabiera dziewczynkę (wraz z pieskiem) do innej krainy – barwnej, pełnej przyjaznych istot, czytelnik myśli sobie: no, nareszcie dziecko odżyje, zobaczy trochę świata, pohasa swawolnie, pośmieje się, co dziecku się po prostu należy. Ale Dorotka chce wracać. Dlaczego?

Bohaterowie literaccy w toku wielu narracji wychodzą, doznają przemiany i wracają. No, tak to jest – w literaturze, w życiu. Powroty te często rozumiemy metaforycznie. Ale  w przypadku Dorotki, pytanie o to, co ciągnie ją do niewesołego kraju, gdzie nie czekają na nią nawet rodzice, tylko markotni ciocia i wujek, narzuca się tak mocno, że w pewnym momencie, autor – L. Frank Baum sam pragnie odpowiedzieć na nie:

Nie mogę po prostu zrozumieć, dlaczego chcesz porzucić ten piękny kraj i wrócić do jałowej, szarej krainy, którą zwiesz Kansas.

Mówisz tak dlatego, że brak ci rozumu – odpowiedziała dziewczynka. – Choćby nie wiem jak szara i ponura była nasza ojczyzna, my, ludzie z krwi i kości, wolimy być tam niż  w każdym innym, nawet najpiękniejszym miejscu. Nigdzie na świecie nie może być tak dobrze jak w rodzinnym kraju.

Strach westchnął.

Nie potrafię oczywiście tego zrozumieć – przyznał ze smutkiem. – Gdybyście mieli głowy wypchane słomą, tak jak ja, prawdopodobnie mieszkalibyście wszyscy w różnych pięknych miejscach, a w Kansas nie myłoby nikogo. Bardzo to szczęśliwie dla Kansas, że jesteście obdarzenie rozumem.

No, i wszystko jasne? Nie. W każdym razie nie na wszystkich emigrantów zadziała czar takiego wyjaśnienia. Czytelnik sprowokowany przez autorski pure excuse rozważa inne rozwiązania. Może tak: jesteśmy tak bardzo przywiązani do swoich pierwotnych stanów, że w każdym innym czujemy się nieswojo. Oraz: bogactwo nabyte w toku wędrówki (rozumność, dobroć serca, odwaga, które zdobywa Dorotka – bo Strach na wróble, Żelazny Drwal i Tchórzliwy Lew to przecież emanacje bohaterki) sprawia, że jesteśmy  w stanie zaakceptować siebie, nawet jeśli już dawno nasiąknęliśmy czymś mało uroczym. Dobrze nam z sobą, nie musimy udawać, że jesteśmy kimś innym, nie musimy ukrywać własnej historii. Albo: po przejściach, z perspektywy doświadczenia, jesteśmy w stanie docenić swoje korzenie. A także: możemy kształtować zmieniać na lepsze opowieść o nas samych, kiedy nie unikamy tego, kim jesteśmy. Każdy czytelnik odpowie sobie sam. I na inne pytania także, na przykład takie: kto właściwie odpowiada za nasz rozwój – bo czarnoksiężnicy obiecujący cuda okazują się uzurpatorami. Albo takie: co robić, kiedy wszystko wydaje się stracone? Bo na pewno nie załamywać się.

„Czarnoksiężnik ze Szmaragdowej Wyspy” trąci trochę myszką, niesie jednak treści uniwersalne. Opowieść ma szansę „wciągnąć” bardzo młodego czytelnika. Ilustracje Adama Kiliana także trącą myszką i na tym polega ich urok. Cóż za piękne czarownice, cóż za zwierzęta! A wszystko z kreseczek.

JP

L.Frank Baum „Czarnoksiężnik ze Szmaragdowego Grodu”, przełożyła Stefania Wortman, zilustrował Adam Kilian, wydawnictwo Dwie Siostry, 2019.