Siódma Góra

Izabela Łazarczyk-Kaczmarek „Gdy rodzice byli dziećmi”

Jaki ten PRL zabawny!

thumb_7514_product_thumb

To były czasy! Ciemno, szaro i ponuro, godzina policyjna, nic w sklepach, kolejki przed sklepami – za masłem, za papierem toaletowym, za czymkolwiek, co właśnie rzucili. Jako kilku, kilkunastoletnia dziewczynka przeczytałam  w kolejkach za mięsem wiele książek. Długie nasiadówki na parapecie. W mojej rodzinie byłam wówczas człowiekiem do zadań specjalnych.  Po lekcjach, które kończyły się przed południem, miałam możliwość upolowania smakowitych kąsków. Szkoła cierpliwości. To nie było takie trudne ponieważ potrafiłam godzinami czytać, równocześnie bacząc na swoją sytuację w kolejce. Trzeba było być czujnym. Zawsze znalazł się ktoś, kto usiłował wykorzystać zaczytaną, zignorować niepełnoletnią, aby przesunąć się o jedno miejsce bliżej lady, zwiększyć swoje szanse na schabowego. Do dziś mam w sobie tę czujność, uważanie na tych, którzy mogliby zechcieć mnie wypchnąć, przepchnąć się siłą, lub sposobem, niby niechcący, przede mnie. Nie manifestuję tej czujności, ale ona jest.  I nawyk lektury w sytuacjach, kiedy może niezbyt zachwycająca powszedniość mogłaby zachcieć przepchnąć się przez zasieki szarych komórek i zawłaszczyć połacia wyobraźni.

Książki Izabeli Łazarczyk-Kaczmarek z serii „Gdy rodzice byli dziećmi” mają skłonić odbiorców do powrotu w tamte czasy. Wydawca obiecuje: sentymentalną podróż do krainy cudownego dzieciństwa i wspaniałej zabawy. Hmm… No, cóż. W znacznie trudniejszych do przeżycia czasach, niż lata osiemdziesiąte, dzieci umiały znaleźć sobie jakąś zabawę. Ale żeby tamte lata były jakoś szczególnie zabawne, nie powiedziałabym.

thumb_7544_product_thumb

W każdym razie książki „Gdy rodzice byli dziećmi” mają przybliżać estetykę tamtych lat – zawierają fotografie, śmiało już dziś można o nich powiedzieć: archiwalne. Zadaniem serii jest też przedstawienie form spędzania czasu, przedłożenie informacji o życiu społecznym. Przede wszystkim  jednak są to zeszyty (książki mają formę szarych brulionów) z zabawami – łamigłówkami, labiryntami, zadaniami logicznymi, doświadczeniami do wykonania na bazie prostych elementów. Całość dość pomysłowa. Warto jednak, aby rodzic zabierający dziecko w tę sentymentalną podróż do krainy PRL-u, w ferworze zabawy napomknął latorośli, że kartki na słodycze, mięso  i inne potrzebne do życia rzeczy to nie były takie starodawne karty do gry, że czołgi na ulicach to nie był festyn, a książki przyjemniej (jednak) czyta się w fotelu, a nie z pupą na zimnym sklepowym parapecie. Poza tym: wesołej zabawy!

JP

Izabela Łazarczyk-Kacznmarek „Gdy rodzice byli dziećmi”, wydawnictwo MAC, 2016